RSS
piątek, 13 września 2013

Na mojego maila zareagowali prawie wszyscy. Prawie...

Pisali, że są zaskoczeni, że też żałują, że tak to się kończy, że to były fajne lata, życzyli powodzenia. Wszyscy poza moim ulubionym kolegą - R.

R. nie odezwał się nic, ani tuż po otrzymaniu maila, ani w 2 tygodnie później. Zrobił natomiast coś zupełnie innego - 2 dni po wysłaniu przeze mnie maila prześledził mój profil na GoldenLine. Pewnie chciał sprawdzić czy gdzieś pracuję i jeśli tak to gdzie. Szkoda, że jego mały móżdżek nie pozwolił mu pomyśleć, że ja mogę nie uzupełniać swojego profilu na bieżąca.

Nie spodziewałam się po nim zbyt wiele, w zasadzie nie czy byłabym w stanie wymienić choćby jedną jego zaletę, ale mimo wszystko wydawało mi się, że posiada odrobinę dobrego taktu i będzie go stać na głupie "dziękuje i powodzenia". Nie było go stać. Pewnie bał się, co by na to powiedział szef, a w głębi ducha pewnie nawet odetchnął, bo gdyby nie moje odejście, to on byłby pierwszy do odstrzału.

To jacy jesteśmy pokazują trudne sytuacje, a R. jest szują bez charakteru. Zawsze to podejrzewałam. Teraz mam pewność.

13:50, miss-understood
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 września 2013

Wracając wczoraj wieczorem do domu zauważyłam, że ulicą spaceruje gołąb. Kiedy mieszka się poza miastem taki widok należy do rzadkości. Gołąb maszerował całkiem dziarsko ulicą, a kiedy podjechałam bliżej zamiast odlecieć wskoczył na chodnik. Zastanowiło mnie to, co na wsi robi miejski gołąb, dlaczego idzie zamiast latać i dokąd zmierza. Wyglądał zdrowo, był dorodny, ładnie upierzony i nic nie wskazywało na to, że może być chory. Więc dlaczego szedł?

W nocy źle spałam. Śnił mi się Karol - kuzyn mamy, który rok temu zmarł po długiej i wyczerpującej walce z wyjątkowo wrednym nowotworem. Był potężnym mężczyzną o niezwykle łagodnym usposobieniu i wiecznie uśmiechniętej twarzy.
Śniło mi się, że przyjechał do nas z żoną, żeby pożegnać się przed śmiercią. Wyznaczony była data pogrzebu, Karol miał umrzeć za 2 dni.  Zaczęła zjeżdżać się cała rodzina, wchodzili z wieńcami, ubrani na czarno i pogrążeni w żałobie. Kilka osób poklepało go po ramieniu. Stałam obok niego i krzyczałam - ludzie, przecież on jeszcze żyje! Co wy robicie?
Nikt mnie nie słuchał. Przytuliłam mocno Karola i kiedy chciałam już go puścić poczułam, że on dalej mnie trzyma i mocno przyciska do siebie. Objęłam go raz jeszcze i głaszcząc po plecach wyszeptałam mu do ucha -  nie martw się, to nie potrwa długo... nie będzie bolało... Poczułam jak zwalnia swój uścisk, mimo to nie chciałam go puścić. Wiedziałam, że już nigdy więcej się nie zobaczymy. Smutek ścisnął mnie za gardło, łzy napłynęły mi do oczu. Karol spojrzał na mnie ostatni raz, uśmiechnął się łagodnie i wyszedł...

Rano gołąb leżał martwy na trawniku tuż obok mojej bramy. Tylko dotąd zdołał dotrzeć zanim natknął się na kierowcę dla którego niewiele znaczy ptasie życie...

19:20, miss-understood
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 września 2013

Czuję, że nie jestem sobą. Drażni mnie to, przeszkadza, sprawia, że mam ochotę się siebie pozbyć...

 

23:28, miss-understood
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 sierpnia 2013

Przyszedł dzień pożegnania. Odchodzę cicho bo tak chcę... jak śpiewała kiedyś Agnieszka Chylińska. Po cichu, pod nieobecność innych zabrałam z biura swoje rzeczy, wyczyściłam wszystkie prywatne dane z służbowego laptopa, wszystko, co mogłoby wskazywać, że kiedyś z niego korzystałam. Nie został po mnie żaden ślad... Byłam i nie ma mnie...

Do swoich koleżanek i kolegów z zespołu (poza szefem, którego od jakiegoś czasu nazywam Chujosławem) wysłałam pożegnalnego maila:

Kochani.

Ponieważ szef zdecydował się nie przedłużać ze mną umowy, a nadchodzi ostatni dzień mojej pracy, przyszedł też czas na pożegnanie.
Przede wszystkim chciałam Wam wszystkim podziękować za te kilka lat współpracy. Było fajnie :) Pewnie dlatego, jest to najcięższe pożegnanie w moim dotychczasowym życiu zawodowym. Bardzo żałuję, że tak to się kończy i że nie będzie mi już dłużej dane z Wami pracować. Nie sądziłam, że tak ciężko będzie mi odejść...
Mam jedynie nadzieję, że czasem wspomnicie mnie ciepło.

Życzę Wam samych sukcesów, nie tylko tych  zawodowych, ale również tych w życiu prywatnym.

Ściskam gorąco.

Początkowo miałam nie pisać jaki jest powód mojego odejścia. Miałam się pożegnać i tyle, ale jakoś nie mogłam sobie darować. Dlaczego mieliby nie wiedzieć jaka jest prawdziwa przyczyna mojego odejścia? Dlaczego miałabym milczeć?
Chujosław pewnie  będzie wciskał im swoją prawdę, że zrobił wszystko, że to była decyzja podjęta na wyższych szczeblach... Mam nadzieję, że zasiałam ziarno niepewności...  niech kiełkuje.

14:54, miss-understood
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 sierpnia 2013

Śniło mi się, że byłam razem z M. na spacerze. Dotarliśmy do polany, na której ktoś wyciął do gołej ziemi wszystkie rośliny robiąc w ten sposób szeroką aleję zakończoną sporym placem, który idealnie nadawał się dla naszych sadzonek dębów znalezionych i przygarniętych przeze mnie tej wiosny.
- To właśnie to miejsce - wykrzyknęłam - przynieś sadzonki.
M. kiwnął niepewnie głową i po chwili wahania ruszył drogą w stronę domu.

Zostałam na polanie sama. Las tuż za nią wydawał się zimny i niepokojący. Chciałam , ale przychodziło mi to z dużym trudem i wtedy zauważyłam, że mam na sobie balową suknię, tak gigantycznych rozmiarów, że ledwie widzę swoje stopy i miejsce w którym stoję. Poczułam nagle, że ziemia zaczyna mi się osuwać
pod stopami. Cofnęłam się o kilka kroków, zahaczyłam o wystających konar i z całym impetem upadłam prosto w bagno. Koronki i falbanki sukni otulały mnie niczym puchowa kołdra. Całkowicie unieruchomiona powoli załamałam się coraz głębiej. Nie miałam się czego chwycić, nie mogłam się ruszyć. Leżałam tak na środku bagna i czekałam. Nie czułam lęku. Towarzyszyło mi odrętwienie i dziwne uczucie spokoju, pogodzenia się z tym, co może mnie spotkać.

M. długo nie wracał, a kiedy już się zjawił nie zrobił wiele. Szybko stwierdził, że nie ma jak mnie z tego wyciągnąć, że zawoła innych może oni coś wymyślą, ale nie powinnam liczyć na zbyt wiele, że muszę się sama jakoś z tego wyplątać. Najlepiej będzie jak da mi słomkę, przez którą będę mogła oddychać, opadnę swobodnie na dno i tam poszukam wyjścia. Powoli zanurzałam się coraz głębiej i głębiej kurczowo ściskając w ustach słomkę przez którą z trudem łapałam oddech. Otaczała mnie całkowicie nieprzenikniona ciemność, robiło się coraz duszniej, a dno nie było ani trochę bardziej namacalne...



00:52, miss-understood
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 sierpnia 2013

Dzień za dniem mija zlewając mi się w jedną całość, w lepką, szarą, bezkształtną masę.

Nic się nie dzieje.

Staram się zająć czymś myśli podejmując różne działania. Przychodzi mi to z coraz większym trudem, tak jak z trudem odróżniam od siebie dni tygodnia. Nieustannie staram się jakoś przetrwać, doczekać kolejnej nocy i kolejnego świtu.

Świat pędzi, a ja stoję gdzieś obok. Każdego dnia, patrząc na zachód słońca, czuję, że coś tracę...

00:09, miss-understood
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 lipca 2013

Kolejne urodziny za mną. Nie byłam na nie gotowa, wolałabym ten dzień jakoś odwlec, zatrzymać. Rok starsza, wcale nie mądrzejsza...

Zawsze chciałam, żeby ten dzień był wyjątkowy. W tym roku się udało, był wyjątkowo mało udany. Koszmarny upał od rana odbierał wszystkim ochotę na jakąkolwiek aktywność. Pierwszy życzenia złożył mi tata, życząc mi w zasadzie jedynej rzeczy, która faktycznie by mi się przydała - żeby mi się lepiej wiodło. Z trudem powstrzymałam łzy. Życzenia od reszty rodziny były podobne, co przypomniało mi w jak patowej sytuacji się znalazłam i uświadomiło mi, ile zmartwień przysparzam innym, bo wszyscy częściowo żyją moimi problemami. Przepłakałam dobrą godzinę zastanawiając się na co mi takie życie.

Nawet prezenty nie poprawiły mi nastroju, bo były, najogólniej mówiąc... nietrafione. Podobno darowanemu koniowi nie zagładą się w zęby, więc staram się nie wybrzydzać...

Wieczorne spotkanie z przyjaciółmi było nijakie, więc i ono nie zmieniło mojego nastroju. Po powrocie w nocy do domu i przepłakaniu kolejnej godziny poczułam nagły przypływ spokoju pod wpływem jednej myśli - może nie doczekam kolejnych urodzin...



15:15, miss-understood
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 lipca 2013

Ostatnio spotykam ludzi, którzy odnoszą sukcesy zawodowe i nie ukrywam, że w kontraście z nimi moja nieudolność na tym polu dobija mnie jeszcze bardziej. Mam wrażenie, że wszyscy dookoła są doskonali, podejmują jedynie dobre decyzje, które prowadzą ich w prostej drodze do sukcesu i mają przed sobą niezwykłe perspektywy. Ktoś wyjeżdża na kontrakt zagraniczny, inny otwiera kolejną firmę, ktoś awansował, a ktoś dostał świetną ofertę pracy. Syn koleżanki mamy właśnie został dyrektorem, a dzieci kuzyna są wyjątkowo zdolne, pracowite i wszechstronnie utalentowane. A ja, ja nie mam żadnych wyjątkowych umiejętności, nie jestem ani wybitnie zdolna, ani specjalnie utalentowana. Nie wiem nawet czy mam przed sobą jakiekolwiek perspektywy. Znowu powróciło to uczucie, że w życiu nie spotka mnie już nic dobrego.


11:53, miss-understood
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 czerwca 2013

W tej całej sytuacji M. jest jakby krok za mną. Przede mną nieprzejednana, złowroga dżungla, za mną otchłań i nikogo dookoła. Próbuje się jakoś  przedrzeć, znaleźć drogę wyjścia, nie dać się pożreć, przeżyć. Walczę, pomimo słabnących sił, szukam rozwiązania. Raz na jakiś czas, kiedy tracę już nadzieję i złamana zatrzymuje się, z otchłani za plecami wyłania się mało wyraźna postać M., która z litością i trochę dlatego, że tak trzeba poklepuje mnie po ramieniu i daje do zrozumienia "jestem tu i wspieram cię, ale tylko duchowo, bo ze swoją dżungla musisz uporać się sama, a teraz idź i nie zawracaj mi głowy, bo mam na niej ważniejsze sprawy... a właśnie, jak już jesteśmy przy moich sprawach, to może się teraz trochę nimi zajmiemy? Dżungla przecież tu na ciebie zaczeka...".


17:23, miss-understood
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 czerwca 2013

Absurdalne jest to, że pomagam innym, potrafię i wiem jak to zrobić, ale nie umiem pomóc sobie. Nie pomaga przywiezione z Egiptu oko Horusa, nie pomaga też przywiezione z Turcji oko Proroka, które noszę przy bransoletce. Nie ochroniły mnie przed niczym. Tłukę się po swoim życiu jak ślepy szczur w szklanym labiryncie. Usilnie szukam wyjścia, ale jak je znaleźć skoro nie wie się nawet dokąd się zmierza, ani co czyha za kolejnym zakrętem.

 

23:16, miss-understood
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5